W ostatnim poście Kataryny o antyblogerskich zapędach europarlamentarzystów (od komentarzy kipi dziś polska blogosfera; sam zabrałem głos w temacie kilka dni temu) znalazłem cytat z artykułu o Tomaszu Lisie, opublikowanego kilka dni temu w „Dzienniku”. Cytat dotyczy pewnej mało dotąd eksponowanej w mediach (tak, tak, jest takowa) dziedziny aktywności byłego szefa polsatowskich „Wydarzeń” oraz związanego z ową aktywnością dylematu jego ówczesnych podwładnych:
Jak tu szanować szefa, człowieka niby poważnego, o wyjątkowo wysokiej pozycji, któremu zdarzało się zaczynać poranne kolegia od przejrzenia internetu, by odszukać wszystkie wpisy na swój temat i temat swej przyjaciółki, i który czasem na tzw. zwyżce, czyli specjalnym podium w newsroomie, potrafił bez zażenowania pod rozmaitymi nickami na gazetowych forach komentować w sieci nie tylko bieżące wydarzenia polityczne. A kiedy plątały mu się już nicki, Hanka pomagała mu założyć nowe konta.
Tyle Kataryna, artykuł w „Dzienniku” zawiera jednak fragmenty stawiające brylującego jeszcze rok temu na łamach „Gazety Wyborczej” (i rżącego na antenie TOK FM) apostoła antykaczyzmu i poprawności politycznej w jeszcze ciekawszym świetle:
Gdy dziennikarz zbyt miękkim głosem czytał materiał, Lis pytał: – Co ty, pedałem jesteś? Może byś przerż… jakąś kobietę i zaczął czytać jak mężczyzna?
„Wszyscy jesteśmy gejami” – pisał w 2005 roku Jacek Żakowski. Ciekawe, czy powtórzy to teraz koledze…













