Październik 2008 - archiwum

Soczewka z amebą

Najpierw były pogłoski (przez wielu traktowane jak legendy miejskie), teraz dostajemy naukowe potwierdzenie: wielorazowe szkła kontaktowe niezbyt dobrze służą naszym oczom. Listopadowy Journal of Medical Microbiology publikuje wyniki hiszpańskich badań pokazujących, dlaczego używanie takich soczewek zwiększa ryzyko zakażenia pierwotniakami, które może prowadzić nawet do ślepoty.

A wszystko za sprawą pewnego niepozornego żyjątka. Akantameba to jeden z częściej występujących wokół nas przedstawicieli królestwa protistów (rodzaj: ameby), znajdowany w wodach słodkich, wilgotnych glebach i powietrzu. Pełzak żywi się przede wszystkim bakteriami, zaś kiedy znajdzie się w organizmie człowieka, może wywołać szereg chorób. Najgroźniejsza z nich (ale też na szczęście dość rzadka) to akantameboza, na ogół przebiegająca pod postacią zapalenia płuc lub mózgu (to drugie może być śmiertelne). Tylko trochę mniej niebezpieczne (za to bardziej rozpowszechnione) jest wywoływane przez akantamebę zapalenie rogówki oka (keratitis) – bolesna infekcja, która może prowadzić do utraty wzroku. Tu statystyki są nieubłagane: 85 procent osób dotkniętych zapaleniem rogówki to użytkownicy szkieł kontaktowych. Na największe ryzyko narażeni są ludzie korzystający w soczewkach z basenu lub płukający soczewki w kranówce, akantameba bowiem (podobnie jak wiele innych pierwotniaków) niewiele robi sobie z chloru czy innych środków uzdatniania wody pitnej. Wszystko to jednak wiedziano już wcześniej, poza jednym detalem, odkrytym właśnie przez badaczy z Teneryfy: nie mniej przyjaznym środowiskiem do życia jest dla ameby… płyn do płukania soczewek.

Naukowcy z zespołu Basilia Valladaresa zajrzeli pod mikroskopem do 153 pojemników na szkła kontaktowe, należących do użytkowników nie wykazujących oznak zakażenia pełzakiem. Wyniki przekroczyły najśmielsze oczekiwania: w dwóch trzecich pudełek znaleźli patogeniczną odmianę akantameby, przy czym w 30 procentach przypadków była to odmiana wysoce zjadliwa.

By nieco uspokoić nastroje, zaznaczmy, że – jak przyznają sami badacze – w soczewkach z Teneryfy występuje więcej ameb niż np. w szkockich. Jest tak przede wszystkim ze względu na klimat: większość mikroskopijnych żyjątek do namnażania się potrzebuje ciepła i wilgoci. Skoro zaś Polsce ciągle (mimo ocieplania się klimatu) bliżej do Wysp Brytyjskich niż Kanaryjskich, nie ma co na razie przesadzać z paniką.

Strach się bać

Po pierwsze, strach mało komu kojarzy się pozytywnie.

W przeciwieństwie do uczuć takich jak radość czy zachwyt, jest bliski bólowi. I to bólowi w tym najbardziej wymiernym, fizycznym sensie. Nie tylko dlatego, że jedno i drugie odbieramy na ogół jako coś nieprzyjemnego. Z bólem łączy strach ewolucyjna historia: zdolność do odczuwania jednego i drugiego zwiększała i wciąż zwiększa prawdopodobieństwo, że organizm uniknie zagrożeń, które mogłyby doprowadzić do jego końca. W toku ewolucji stworzenia odczuwające dyskomfort w sytuacji zagrożenia miały większe szanse na przekazanie swych genów potomstwu, przynajmniej w porównaniu z tymi, które takiego dyskomfortu nie czuły, przez co znacznie szybciej kończyły w żołądkach naturalnych wrogów. To samo dotyczyło bólu fizycznego, czyli dyskomfortu w wypadku uszkodzenia ciała – ludzie, którzy nie są go w stanie odczuć (od czasu do czasu rodzą się tacy „szczęściarze”), giną przeważnie jeszcze w dzieciństwie na skutek licznych ran i obrażeń, które często sami sobie nieświadomie zadają.

Według Carsona, Butchera i Mineki, autorów Psychologii zaburzeń, strach to przede wszystkim

podstawowa emocja, polegająca na uruchomieniu we współczulnym układzie nerwowym reakcji walki lub ucieczki, pozwalającej na błyskawiczne działanie w sytuacji zagrożenia.
Może tu chodzić o zagrożenie ze strony drapieżników, które nękały naszych przodków i wciąż bywają niebezpieczne (np. dla wędrowców zapuszczających się w leśne ostępy), lub też o zagrożenia bardziej współczesne, jak spotkanie z uzbrojonym człowiekiem czy lot samolotem, który – jak się okazuje – może z jakiegoś powodu spaść w dół.

Trudno się dziwić, że są ludzie, którzy poszukują tego uczucia. Oczywiście, na ogół chcą go doświadczać w sytuacjach, nad którymi mają kontrolę, i w bezpiecznych miejscach: na kanapie przed telewizorem lub w sali kinowej. I dlatego właśnie, jak wyszło mi ostatnio w trakcie dyskusji z Tomkiem Kosiorkiem w Zostaw wiadomość (Polskie Radio Euro), tak uwielbiamy oglądać horrory: