Na stronie CNN można znaleźć już niemal oficjalne wyniki wtorkowych wyborów w USA. Porażka Partii Słonia w Senacie jest właściwie bezprecedensowa: na 33 świeżo wybranych senatorów jest 9 Republikanów, gdy tymczasem Demokraci (jeśli wynik ponownego liczenia głosów w Wirginii okaże się dla nich pomyślny) zgarną w izbie wyższej aż 24 miejsca (z czego dwa miejsca przypadną kandydatom niezależnym, blisko jednak związanym z Partią Osła), co da im ogółem 51 senatorów i kontrolę nad izbą oraz wszystkimi jej komisjami. Poza tym będą przypadnie im ponad 30 głosów przewagi w Izbie Reprezentantów i większość stanowisk gubernatorskich. The winner takes it all.

Wszystko wskazuje na to, że utrata większości w obu izbach nie tylko Busha ubezwłasnowolni (to od Demokratów zależeć teraz będzie ratyfikowanie traktatów czy zatwierdzanie nominacji prezydenckich, np. do Sądu Najwyższego) – prawdopodobnie wkrótce spadnie na prezydenta i jego administrację lawina dochodzeń w kwestii tego, kto i na czyje polecenie fabrykował „dowody” posiadania przez Saddama broni masowego rażenia, kto najbardziej na wojnie zarobił czy kto czerpał najwięcej korzyści z pieniędzy, które przez Abramoffa przepływały z firm prywatnych do kieszeni polityków.

Przy okazji Amerykanie pokazali czerwoną kartkę chrześcijańskim fundamentalistom, którzy do niedawna grali za oceanem pierwsze skrzypce. W konserwatywnej Dakocie Południowej wyborcy odrzucili w referendum zapis wprowadzający całkowity zakaz przerywania ciąży, który – jak planowali Republikanie – posłużyć miał kontrolowanemu przez nich Sądowi Najwyższemu za pretekst do zdelegalizowania aborcji w całych Stanach. Wyborcy w południowym stanie Missouri zgodzili się, by ich stan finansował badania na komórkach macierzystych pozyskiwanych z usuwanych zarodków ludzkich (zablokowanie finansowania takich badań z funduszy federalnych było jednym z pierwszych posunięć administracji Busha). Wreszcie mimo że w siedmiu stanach przeszły zabraniające małżeństw jednopłciowych poprawki do konstytucji stanowych, w ósmym stanie – Arizonie – wyborcy opowiedzieli się przeciw takiej dyskryminacji. To pierwszy w Ameryce i drugi na świecie – po Szwajcarii – wypadek, by prości obywatele dali w referendum zielone światło uznanym prawnie związkom homoseksualnym. Najdalej poszli jednak mieszkańcy stanu Hawaje, którzy do stanowej Rady Oświaty (kolegialny minister edukacji) wybrali transseksualistę po zmianie płci. Wychowankowie Giertycha mogą tylko pozazdrościć.

Jeśli przez następne 2 lata Demokraci nie popełnią żadnego większego błędu, Clintonowie powrót do Białego Domu mają jak w banku. Pytanie, kto przygarnie wtedy proamerykańską acz konserwatywną Polskę…

23
Leave a Reply

avatar
22 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
Tomasz ŁysakowskiwoodyalukaOlgierdsalon42 Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Judyta
Gość

Meksyk!
;-P

jedynataka
Gość

Jedna dobra wiadomość z morza ponurych wiadomości z kaczogrodu! Tylko zanim Amerykanie zorientowali się, że konserwa nie służy krajowi minęło sporo lat. Do tego czasu ja zejdę na nerwy, albo się wyprowadzę z Polski.

dondon
Gość
dondon

Ja bym sie zbytnio nie cieszyl. To bylo glosowanie przeciw Bushowi, a nie na demokratow. Zreszta ci drudzy zeby zdobyc wieksze poparcie przesuneli sie w prawo, a ich kandydaci obnosili sie z religijnoscia.

Tomasz
Użytkownik

Którzy dokładnie kandydaci? Hawajski transseksualista?
😉

dondon
Gość
dondon

Obiecuje, ze jak znajde gdzie to czytalem to wrzuce tu linka. Wiadomo, ze jakas odwilz jest, ale na pewno nie rewolucja.

dondon
Gość
dondon

Doradca Partii Demokratycznej Ruy Teixeira:

Kandydaci na nowych kongresmanów zostali tak wybrani, by wygrać wybory, i niekoniecznie byli to ludzie bardzo bliscy tradycyjnym ideom Partii Demokratycznej. Jest wśród nich wielu centrowych, nawet konserwatywnych Demokratów.

Wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, że nie znaleźliby się w Kongresie, gdyby nie sprzeciw elektoratu wobec wojny w Iraku. Więc będą próbowali coś zrobić z tą wojną. Albo przynajmniej pokazać, że coś próbują zrobić.

Szukam dalej

dondon
Gość
dondon

Tu jest ten tekst, o ktorym mowilem
http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34254,3724137.html

Tomasz
Użytkownik

Oczywiście, że istnieją (zwłaszcza na Południu, a przecież i Wirginia, i Tennessee to stany tradycyjnie “południowe”, z silnymi tradycjami konfederackimi) centrowi, a nawet konserwatywni Demokraci, podobnie jak istnieją liberalni Republikanie. O dwóch z nich również pisała dziś Wyborcza:

Sen. Lincoln Chafee to nietypowy republikanin. Reprezentując w Senacie stan Rhode Island, głosował przeciw wojnie w Iraku, w wyborach prezydenckich nie poparł George’a Busha.
Michael Steele to jeszcze bardziej nietypowy republikanin. Murzyn, który próbował wygrać wybory do Senatu w bardzo demokratycznym stanie Maryland. Prezentując się jako młody, dynamiczny polityk nowej fali, przeprowadził błyskotliwą kampanię. Wielu ekspertów uważało go wręcz za najlepszego kandydata republikańskiego w całym kraju! Za rywala miał pozbawionego jakiejkolwiek charyzmy wieloletniego kongresmana, którego bez trudu pognębił w telewizyjnych debatach.

za: http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34254,3725977.html

W Stanach mamy bowiem de facto nie jedną Partię Republikańską i jedną Demokratyczną, ale 50 partii republikańskich i 50 demokratycznych (które zresztą czasami nawet inaczej się nazywają – np. w Minnesocie Demokraci zwą się Demokratyczno-Farmersko-Robotnicza Partia Minnesoty etc.) Stąd nic dziwnego, że Demokraci na dawnym Południu są zwykle znacznie mniej liberalni, niż Republikanie na Zachodnim Wybrzeżu czy Północnym Wschodzie. Mało kto np. wie, że Partia Republikańska wciąż posiada gejowską pprzybudówkę Log Cabin Republicans, która co prawda straciła wpływy w czasach Busha, gdy dyskurs republikański zdominowali konserwatyści, ale wcześnie radziła sobie całkiem nieźle.

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że generalnie w USA Republikanie są bardziej na prawo, a Demokraci na lewo właściwie w każdym stanie – i że na poziomie federalnym i tak wszystkie różnice się wyrównują. Wystarczy tu zresztą spojrzeć na inne statystyki: np. wszyscy z 67 nowo wybranych federalnych i stanowych kongresmanów przyznających się do homoseksualizmu, startowali z list Partii Demokratycznej.

dondon
Gość
dondon

Oczywiscie, ze Demokraci sa bardziej liberalni, ale gdy czytalem ten artykul zaczalem odnosic wrazenie, ze sytuacja w USA przypomina ta nasza gdzie za alternatywe dla PiS robi PO. Swoja droga nie rozumiem czemu oni maja w stanach tylko 2 partie…

azraelk
Gość

Nazywanie Polski krajem konserwatystów… uuuu, chyba jednak lekkie nadużycie… nie wolno chyba stosować takiego aparatu pojęciowego wobec stanu polskiej polityki.
A co do Ameryki… stary Bush przegrał jednak z powodu polityki wewnętrznej… a teraz z powodu zagranicznej…

Myślę, że jednak jego problemem było lobby chrześcijańskie i neokonserwatywne u jego boku…

A.

uenifeu
Gość

Polskę przygarną bo potrzebują konia trojanskiego w EU. A Polska sie szybko zmieni, kaczory gadaja to co trzeba a nie to co myslą więc im się zmieni.

Ale preziem będą nie clintony, ale Derek Obama.

marekslaw
Gość
marekslaw

Wydaje mi się, że istotą wszelkich pozytywnych zmian jest znudzenie się starymi ryjami większej części społeczeństwa w momencie, gdy stare ryje zaczynają nagminnie uzasadniać swoją nieomylność. Bush i polityka usztywnienia – znudziły się wyborcom, więc następuje zmiana szatek. Geje, jak zając przy żubrze, zapewne zostaną w dalszym ciągu niewiele znaczącą butonierką w marynarce demokratów, jeśli chodzi o dziwaków w rządzie – to każdy naród ma takich, na jakich chciałby psy wieszać, a Polska, o ile zadeklaruje lojalność i Kaczki nie palną znowu czegoś o Polakach – nieudacznikach pracujących w Ameryce, to ta Polska może liczyć na salonową galanterię amerykańskich dyplomatów i urządników.

salon42
Gość

A co sadzi Pan o postawie Pawła Wrońskiego? Latkowski chyba słusznie zwrócił uwagę na to, co jakoś nie zauważono:Dlaczego tylu dziennikarzy zgodziło się zeznawać w sprawie więzień CIA?
http://www.latkowski.com/blog/id,777#777

Olgierd
Gość

Jeśli chodzi o zdanie
W Izbie Reprezentantów Demokraci będą mieli ponad 30 głosów przewagi. To od nich zależeć teraz będzie ratyfikowanie traktatów czy zatwierdzanie nominacji prezydenckich, np. do Sądu Najwyższego.
to nie wiem czy to błąd czy uproszczenie.
Otóż zarówno zgoda na ratyfikację traktatów międzynarodowych jak i “consent and advice” w przypadku nominacji prezydenckich nie leżą w gestii Izby Reprezentantów, lecz wyłącznie w rękach senatorów.

-> Dondon: partii mają znacznie więcej aczkolwiek od przeszło czterech dekad znów liczą się tylko dwie najsilniejsze.
Przecież niedługo znów obudzi się Ralph Nader, być może Narodowa Partia Robotnicza zdoła zarejestrować swojego kandydata w 20 stanach itd.

Tomasz
Użytkownik

Olgierdzie, trochę niefortunnie to ująłem. Chodziło mi o to, że rzeczy te będą teraz zależeć od Demokratów, a nie od Demokratów w Izbie Reprezentantów. Przepraszam za błąd, dziękuję za spostrzeżenie – i uściślam w tekście głównym.

luka
Gość
luka

Tomek,tak sie sklada ,ze mieszkam, w USA i informacje o tym co sie dzieje w tym kraju czerpie z innych zrodel ,niz GW.Moge cie zapewnic, ze Clintonowie nie wroca do Bialego Domu.Te wybory mozna potraktowac, jako wyraz dezaprobaty w sprawie rozwoju sytuacji ,w Iraku a kozlem ofiarnym uczyniono Busha.Musisz sobie uswiadomic ,ze wynik wyborow nie swiadczy o poparciu amerykanskiego spoleczenstwa dla demokratow, ale o spadku zaufania dla obecnego prezydenta. W nadchodzacej elekcji taka sytuacja sie nie powtorzy ,bo George nie bedzie kandydowal.Demokraci zas moge stwierdzic z duzym prawdopodobienstwem przystapia do niej ze swoimi problemami tj brak wyraznego pragramu i charyzmatycznego przywodcy.Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze amerykanski system wyborczy(glosy elektorskie)Poparcie samych wybrzezy to bedzie za malo bo Usa to nie tylko New York Times i Holywood.Do twojej wiadomosci w jakis czas temu opublikowanym sondazu McCain i Giulliani maja przewage nad Clintonowa.Co wiecej jesli wystartuje Giulliani,to wygra z nia rowniez w NYC.Twoj optymizm w kwestii swietlanej przyszlosci Demokratow jest zatem przedwczesny, szczegolnie jesli wystawia jakiegos oszoloma pokroju Kerry ego.

luka
Gość
luka

Sorry,za literowki.

Tomasz
Użytkownik

Luka, posądzenie o czerpanie wiedzy z GW to właściwie obraza, ale przejdę nad tym do porządku dziennego. Sondaż McLaughlina & Associates, na który się powołujesz, w którym Giulliani i McCain biją Hillary 51 proc. do 35 proc. został przeprowadzony w dniu wyborów i opublikowany dopiero 9 listopada. Gdy pisałem swą notkę, w Stanach był jeszcze 8 listopada, z oczywistych powodów nie mogłem zatem znać jego wyników. Tymczasem we wcześniejszych sondażach Clinton albo remisowała (patrz: sondaż CNN z 3-5 listopada na przywołanej wyżej stronie), albo wygrywała z obydwoma kandydatami republikanów (sondaż CNN z 13-15 października: Clinton – 51, McCain – 44 proc.); ba, w jednym z sondaży przewaga Hillary wynikała bezpośrednio z tego, czy pytanym przedstawiano samo nazwisko Clinton, czy zestaw Rodham Clinton (w tym drugim wypadku – wyższe poparcie): http://www.cnn.com/2006/POLITICS/10/20/poll.08/index.html
Tak czy owak, mam wrażenie, że do 2008 jeszcze sporo się może wydarzyć, na zarzekanie się, że Clintonowie do Białego Domu na pewno nie wrócą, może być za wcześnie.

luka
Gość
luka

Przepraszam,jesli urazilem cie z ta wyborcza.Uscislajac mialem na mysli bardziej”tylko i wylacznie” na podstawie GW.Irytuje mnie ,kiedy ludzie wypowiadaja sie na temat o ktorym wiedze czerpie ,z drugiej reki ,bez siegniecia do zrodel.Niestety mam wrazenie ,ze ogol polskiego spoleczenstwa i ok.90% politykow, w tym na eksponowanych stanowiskach wiedze o USA czerpie z komentarzy M Kolonko.Zgodze sie, ze do 2008 jeszcze sporo się może wydarzyć i na zarzekanie się, że Clintonowie do Białego Domu na pewno nie wrócą, może być za wcześnie. Podobnie sprawa sie ma ,z twoim zarzekaniem sie,ze tak.

luka
Gość
luka

Dodam jeszcze ,ze mam poglady polityczne zblizone do partii slonia a nie osla.Samego Clintona uwazam za najbardziej nieudolnego prezydenta USA XXwieku.Cenie go jednak za 1 zdanie.Kilka lat temu podczas wizyty w Bialym Domu z okazji Swieta Dziekczynienia stwierdzil ,ze nie zgadza sie z urzedujacym prezydentem ,w wielu kwestiach.Jest jednak przekonany ,ze niezaleznie kto zasiada ,w Owalnym Gabinecie to kazdy prezydent wierzy ,ze to co robi jest najlepsze dla kraju.Zapadlo mi to w pamiec bo ta wypowiedz znakomicie odzwierciedla sposob postrzegania polityki w Ameryce i bardzo kontrastuje z polskim sposobem.Chcialbym kiedys powiedziec to samo o naszym przywodcy.

luka
Gość
luka

Sorry,ze sie tak rozpisalem.Zagladam na ten blog od dluzszego czasu .Mysle ze jest on jednym z ciekawszych w polskim necie co jest zasluga przede wszystkim autora.Mam do ciebie pytanie off topic.Czy jest mozliwe aby wygrac w Polsce wybory bez podlizywania sie klerowi katolickiemu?Czy moznaby wycofac religie ze szkol i zastapic ten przedmiot kompilacja wiedzy z zakresu etyki, filozofii i logiki?Z racji ze przebywam od kilku lat poza krajem nie wiem jaki jest stan umyslow Polakow i jaki taki postulat ,by mial oddzwiek spoleczny.Czy faktycznie episkopat polozyl, juz na wszystkim lape i nie sposob im sie przeciwstawic?CZy kazdy glos krytyki konczy sie Glempem bredzacym o ataku na Kosciol Katolicki a adwersarzowi przykleja sie gebe podlego lewaka i komucha.Dodam ze daleki jestem od socjalizmu.Okreslilbym sie jako antykomunista i antyklerykal.Uwazam ,ze po upadku PRL role PZPR przejal episkopat starajac sie kontrolowac wszystko i niszczyc kazdy przejaw niezaleznego myslenia.Jesli nie uporamy sie z tym problemem ,to nie mozna mowic o wolnej i niepodleglej Polsce.Wycofanie sie Kosciola z polityki jest niezbedne jak wyjscie wojsk radzieckich.

woodya
Gość
woodya

polecam którki opis wszystkich mozliwych kadydatów do Białego Domu http://www.guardian.co.uk/midterms2006/story/0,,1945438,00.html

Ostatnio prasa (np w ubiegłym tygodniu Financial Times i Guardian) zwraca uwagę na Barack Obama`e jako poważnego kontrakandydata dla H. Clinton. Warto też nie zapomominać o Al Gore który przeszedł b duża ewolucje od czasu przegranych wyborów 6 lat temu.

Wiele może zależeć od tego czego będą szukali i oczekiwali wyborcy – czy zupełnie nowej zmiany, wtedy ludzie w rodzaju Obamy będa mieli duże szanse (coś a`la scenariusz jaki pokazano w ostatniej serii West Wing). Czy też postawią na “starych sprawdzonych” kandydatów z establishmentu to wtedy Clinton będzie miała swoją szansę, choć jej nowojorskie korzenie mogą jej raczej zaszkodzić niż pomóc.

Ważne też będzie co z wojną w Iraku, jak nadal będzie trwała to szanse ludzi w rodzaju McCaina rosną znacznie (zwł ze jest on idealnie non-partisan i pośrodku we wszystkich innych sprawach) – wyborcy mogą szukać kogoś kto dzięki swojemu atutorytetowi “honorowo” zakończy (czytaj wycofa się) wojnę w Iraku (coś a`la Nixon). McCain ma jeden minus – 72 lata w 2008, choć Reagan też był wiekowy