Najnowszy numer brytyjskiego magazynu medycznego The Lancet przynosi wyniki najświeższych badań na temat szkodliwości substancji psychoaktywnych, wyniki, które dla laika mogą okazać się dość szokujące. Z raportu wynika, że dwie z listy dziesięciu najbardziej szkodliwych i niebezpiecznych substancji są w Wielkiej Brytanii (ale również w Polsce) dostępne legalnie i bez recepty niemal w każdym sklepie spożywczym lub kiosku. Z kolei obrót tymi, które szkodzą znacznie mniej albo wcale, próbuje się ograniczać i zwalczać – nie bardzo nawet wiadomo, dlaczego.

Profesor David Nutt z Britain’s Bristol University wraz z kolegami zmienił w swoim artykule dotychczasowe sposoby ustalania tego, co szkodliwe, a co nie. Zamiast pytać ustawodawców i stojących za nimi lobbistów, o stworzenie rankingu niebezpiecznych środków poprosił zajmujących się uzależnieniami psychiatrów, oficerów policji i biegłych sądowych. Ci zaś pod uwagę brali nie to, co im się wydaje, ale suche statystyki, do których mieli dostęp. A te są nieubłagane: palenie papierosów odpowiada za 40 proc. chorób, z jakimi ludzie trafiają na brytyjskie izby przyjęć, zaś połowa wszystkich nagłych przypadków w szpitalnych oddziałach ratunkowych ma związek z nadużywaniem alkoholu. Jeśli chodzi o częstość hospitalizacji, inne narkotyki wypadają przy alkoholu i nikotynie dość blado.

Nawet zatem po uwzględnieniu siły i szybkości, z jaką substancja uzależnia (tu bezkonkurencyjne pozostają amfetaminy i kokaina), oraz potencjalnej szkodliwości pojedynczej dawki, wyszło badaczom, że alkohol plasuje się… na 5 miejscu. Wyprzedziły go tylko heroina, kokaina, barbiturany (stary dobry Luminal, który nasze mamy brały, by zasnąć) i metadon (którym zresztą leczy się uzależnionych od heroiny). Nikotyna zajęła miejsce 9. Konopie indyjskie, za których liście, według LPR-u, ludzi powinno się zamykać, nawet jeśli je tylko rysują, nie zmieściły się w pierwszej dziesiątce, podobnie jak demonizowane na każdym kroku Ecstasy.

Wnioski z badania niech każdy sobie sam wyciąga – ja tu do legalizowania lub delegalizowania czegokolwiek nawoływać nie zamierzam. Co najwyżej przed podjęciem ostatecznej decyzji gorąco polecam zapoznać się z tym, co na temat substancji psychoaktywnych ma do powiedzenia jeden z największych polskich farmakologów, profesor Jerzy Vetulani. Mocny wywiad, który niejednemu pewnie zmienił (i zmieni) sposób patrzenia na narkotyki.

24 komentarze

  1. “Jeśli chodzi o częstość hospitalizacji, inne narkotyki wypadają przy alkoholu i nikotynie dość blado.” – ktoś zaraz złośliwie zauważy, że to tylko dlatego, że mniej ludzi pali zioło i łyka pigułki niż pije, mówiąc brutalnie :). Mam nadzieję, że nie o to w badaniach chodziło, zresztą: co do konopnych skrętów to żadna nowina :).

    Anonimowy czytacz
  2. Zawsze kiedy widzę podejście Anglików do jakiegoś problemu przeżywam ten sam szok kulturowy.

    Piszesz, że “o stworzenie rankingu niebezpiecznych środków poprosił zajmujących się uzależnieniami psychiatrów, oficerów policji i biegłych sądowych. Ci zaś pod uwagę brali nie to, co im się wydaje, ale suche statystyki, do których mieli dostęp.”

    Tutaj, kurcze, właśnie tak to robią – najpierw badania, dużo faktów, analiza, a dopiero potem propozycje jak np. zamienić to na nową ustawę. A po jej ewentualnym wprowadzeniu w życie kolejne badania żeby sprawdzić czy efekt jest zgodny z planowanym. Naszym politykom takie fanaberie pewnie nawet do głowy by nie przyszły.

    Tak trochę off topic – czy przy okazji ostatniej fascynującej wojenki aborcyjnej (bo dyskusją przez przyzwoitość jej nie nazwę…) ktokolwiek podał jakieś dane na temat ilości nielegalnych zabiegów przeprowadzanych w Polsce? Bo jakoś nie zauważyłem. Myślę, że w bardziej cywilizowanym kraju od takich danych by się zaczęło…

    Elpooho
  3. Elpoho, tylko że w kwestii aborcji wszelkie dane to tylko szacunki – nikt przy zdrowych zmysłach nie przyzna się do rzeczy, za którą w IV RP odsiadka jest jeszcze pewniejsza niż za handel narkotykami.

    A w kwestii tego, jacy to Anglosasi z ich postawą “najpierw badania, potem decyzja polityczna” doskonali, byłbym wstrzemięźliwi. Pamiętajmy, że w UK, w przeciwieństwie do Belgii czy Holandii, marihuana wciąż jest nielegalna. Nie mówiąc już o USA, gdzie całą antynarkotykową histerię wymyślono, gdy tylko się okazało, że po zniesieniu prohibicji nie ma co robić z FBI…

  4. “..antynarkotykową histerię wymyślono, gdy tylko się okazało, że po zniesieniu prohibicji nie ma co robić z FBI…”

    A zrezygnowano z niej na czas drugiej wojny światowej, gdy sznury konopne były potrzebne spadochroniarzom. Zdaje się że widziałem kiedyś nawet urywki filmy, “Konopie wolności”, czy jakoś tak :). Tak propagandówka z tego okresu….

    Anonimowy czytacz
  5. Ale podczas tych wszystkich dyskusji w ostatnich tygodniach nikt nawet szacunków nie podawał…

    Co do sugerowania się badaniami we wszystkich możliwych dziedzinach to oczywiście byłbym ostrożny bo łatwo tu o przegięcie. Przykładem ostatnia brytyjska kampania “antycieplarniana”. Z badań im wyszło, że za jakąś część emisji CO2 odpowiadają samochody. To akurat mało błyskotliwy wniosek.

    Ale! Zwiększona emisja CO2 powodowana jest przez zwiększone spalanie. Zwiększone spalanie jest między innymi efektem niedopompowanych opon. Od kilku tygodni słyszę więc w radiu non stop kampanię “Sprawdź ciśnienie w oponach!”. Jak dla mnie głupie to trochę 🙂

    Elpooho
  6. Brak tylko porównania odsetka osób przyjmujących substancje psychoaktywne, których dotykają wymienione problemy. Np. jeśli 95 % ludzi przyjmujących heroinę potem choruje, ale ilość tych osób jest w sumie znikoma w porównaniu z alkoholikami, to bezwzględne liczby chorych o niczym nie świadczą.

    @bsynt
  7. Legalizacja narkotyków to ciekawa sprawa.
    Alkohol przecież jest legalny, a alkoholików trochę jest.
    Więc czy liczba uzależnionych od prochów zwiększyłaby się czy zmniejszyła ?

    Faguss
  8. “Jeśli chodzi o częstość hospitalizacji, inne narkotyki wypadają przy alkoholu i nikotynie dość blado.”
    Mało przekonujące. Biorąc pod uwagę odsetek społeczeństwa używającego “legalnych” vs “nielegalnych używek…

    Maciek
  9. Hej, Tomku! 🙂 Jako pracownik Uniwersytetu już pewnie jesteś zlustrowany, ale niektórzy nawet śmią – niezupełnie bezpodstawnie – nawet polskie prawo interpretować, że powinieneś pozbierać oświadczenia lustracyjne od każdej osoby, która się wpisała na Twoim blogu w tym i teraz ode mnie. 😉 Oczywiście to nic osobistego, co się tyczy tylko, czy dokładnie Ciebie, ale ciekaw jestem Twojej reakcji. 🙂

    Właścicieli forów internetowych, którzy musieliby ode mnie zebrać oświadczenie jest duuużo więcej. :/

  10. Tomek zlustrowany? Czy Tomek oświadczał że nie współpracował ?

    Doskonałe polskie prawo…
    Władza nie powinna pchać się do internetu to ma być wolne medium.

    Jeśli chodzi o lustrację to mi mogą naskoczyć bo jestem za młody. Zresztą nawet gdyby to bym nie złożył żadnych papierów. Państwo nieufne wobec obywateli ? Gdzie domniemanie niewinności? Co to ma być? Państwo policyjne?

    Faguss
  11. Moi drodzy, problem w tym, że – nawet gdybym chciał – zlustrować się nie mogę, bo pod ustawę lustracyjną jako za późno urodzony po prostu nie podpadam. W chwili upadku przebrzydłego systemu miałem jeszcze mleko pod nosem, co – jak widać – zwalnia z odpowiedzialności nawet w oczach naszych arcylustratorów.

    Druga sprawa to kwestia wyjaśnienia, czy blog jest stroną internetową w takim znaczeniu, jakim jest nią np. portal internetowy (dla mnie bez wątpienia czasopismo). I czy blog podlega obowiązkowi rejestracji, jeśli jego wydawca – a w moim przypadku jest to własciciel bloga i domeny, czyli firma Automattic – stale znajduje się za oceanem. Toż bowiem napisano w ustawie Prawo prasowe:

    Wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie wojewódzkim właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej “organem rejestracyjnym”.

    Automattic ma siedzibę w San Francisco. Chętnie się dowiem, który sąd wojewódzki jest własciwy dla tego miasta 😉

  12. Wszyscy zgadzają się ze sobą….

    Ale wróćmy do dragów. Wczoraj wysłuchałem nagrania kolesia z ulicy. Byłego narkomana. Mówiącego językiem potocznym. Niekiedy nawet zabawnie. Gadka była o tym jakie to narkotyki są straszne. Pewnie miał rację ale ja podszedłem do tego z pewnym dystansem. Otóż owy mówca nie opowiadał o sobie. Wspomniał coś tam tylko ale głównie opowiadał o swoich kolegach (Miałem takiego kumpla…). Z monologu wynika że narkotyki robią spustoszenie w psychice. Że człowiek “myśli innymi kategoriami”, popełnia samobójstwo, gada jak dzieciak, albo mało mówi itp. Marihuana jest tylko pozornie nieszkodliwa, że jest wstępem do twardych dragów. Wszyscy tylko tak mówią o niewinnych skrętach. Z narkotykami nie jest tak jak z alkoholem że na drugi dzień wyhaftował, umył się i zdrowy. Koleś który brał później zmajstrował dzieciaka (swojej żonie). Dziecko nie ma dłoni tylko kikut. Jakaś inna rodzina upiekła i zjadła własnego dzieciaka. Nie byli tego świadomi (na haju chyba byli ale już nie pamiętam) Itp. Itd.

    Po skończeniu zapytałem kilku słuchaczy co oni na to. Jeden z nich zarzekał się że nie będzie brał narkotyków nigdy. Że jakby miał brać to “bym se w łeb strzelił”. W każdym razie postraszyło ich trochę.

    Anonim
  13. Pingback: Narkotyki: prawo a logika « Tomasz Łysakowski

  14. Odczepcie się od ziola i piguł!!! Najlepiej niech kazdy sam sobie łyknie koło albo przyjara i wtedy niech porowna co jest lepsze…tzw. “DRAGI” (Brrrrr co za słowo…), czy alkohol… . Ilekroć byłem po krążkach czy spalony nigdy nie myslalem o zadnej agresji, a chęć czynienia aktów wandalizmu wogle nie wchodzi wrachube… bo po prostu jest sie dobrym człowiekiem… . A jeżeli chodzi o uzależnienie to nikotyna uzaleznia o wiele bardziej…

    Anonim
  15. Główne efekty działania MDMA to otwartość, pobudzenie, euforia, empatia, intensyfikacja odbioru bodźców zewnętrznych, głębsze odczuwanie muzyki i ruchu, wzmocnienie odczuć związanych z dotykiem, co sprawia, że fizyczny kontakt z drugim człowiekiem jest przyjemniejszy[1]. Efekty uboczne obejmują: podniesienie ciśnienia, przyspieszenie pulsu, szczękościsk, suchość w ustach. Działanie MDMA jest bardzo indywidualne, niektórzy porównują je z kofeiną, inni z silniejszymi stymulantami jak kokaina. Alexander Shulgin uważał, że nawet pojedyncze użycie MDMA może pogłębić więź emocjonalną pomiędzy ludźmi którzy decydują się na doświadczenie. Do podobnego wniosku doszedł psychiatra George Greer w swoich badaniach z użyciem MDMA pochodzącego z laboratorium Shulgina[2]. Z tego powodu, najgłębsze doświadczenia są możliwe jedynie w towarzystwie najlepszych przyjaciół, rodziny czy partnerów, w sprzyjających warunkach. czy brzmi to az tak żle?

    Z kolei zgodnie z wynikami badań prof. Davida Nutta z Bristol University i członka rządowej Komisji Doradczej ds. Nadużywania Narkotyków (ACMD) MDMA[ecstasa] jest jedną z najmniej groźnych substancji psychoaktywnych. W jego klasyfikacji używek MDMA zajmuje miejsce osiemnaste z dwudziestu, podczas gdy alkohol piąte.[4]

    BoniOlek
  16. [quote]”Dziecko nie ma dłoni tylko kikut. Jakaś inna rodzina upiekła i zjadła własnego dzieciaka.”[/quote]

    no ja pierdole, aż mnie krew zalewa jak takie bzdety idzie mi czytać…

    Seir
  17. Pewnie uznacie mnie za narkomana, ale efekty dzilania trawki do alko:
    wypijesz 10 piw – zgon, nastepny dzien zgon lub wymiotowanie
    zapalisz 1g sensi – bedziesz wygladał na zgon ale tak naprawde bedziesz rozmyslał o ostatnich sprawach (w moim przypadku), nastepny dzien lekkie efekty malo podobne do kaca
    wezmiesz mala ilosc fety/efedryny (bardzo podobne substancje) – pojdziesz do kina i bedzie to dla ciebie najpiekniejszy film w zyciu…

    Dragi sa zle:p
    sorki za brak pl znakow

    Crts
  18. Pingback: Narkotyki: prawo a logika - Tomasz Łysakowski

Pozostaw odpowiedź Seir Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.