Fani fantastyki naukowej i brytyjskiego serialu Doktor Who znają zapewne doskonale dyptyk Stevena Moffata „The Empty Child”/„The Doctor Dances”. Kluczową rolę w historii odgrywają nanogeny – mikroskopijne roboty z kosmicznego ambulansu, roztrzaskanego przez kapitana Jacka w bombardowanym przez Niemców Londynie. Nanoroboty, ukryte w formie świecącego pyłu, miały niesamowitą właściwość: przy kontakcie z raną pobudzały ludzkie komórki do regeneracji. I to na taką skalę, że były w stanie wskrzesić tytułowe dziecko, zaś jednej z trzecioplanowych bohaterek, wystawionej przez pewien czas na ich działanie, po prostu odrosła noga.

Filmowe nanogeny nie były żadnym darem niebios, cudem czy jakimkolwiek nadprzyrodzonym zjawiskiem, tylko przykładem technologii znanej cywilizacjom innym niż ziemska, za to nie znanej ludziom – przynajmniej w roku 2005, gdy kręcono oba wspomniane odcinki “Doktora”. Do czasu: światowe media doniosły niedawno, że substancja działająca tak jak Moffatowe nanogeny to już nie żadne science fiction, tylko zwykłe science. Według relacji, które mogliśmy zobaczyć także w odpowiedzialnej za kultowy serial o podróżnikach w czasie BBC, amerykańscy (jak zwykle) uczeni zidentyfikowali środek stymulujący ludzkie tkanki do wzrostu, dzięki któremu regeneracja amputowanych kończyn i narządów może już wkrótce stać się tak prosta, jak ich wycinanie.

By nie pozostać gołosłownym, oto fragment dość konkretnej relacji, która ukazała się na portalu biotechnolog.pl dwa dni temu i w międzyczasie zawojowała Wykop:

Trzy lata temu Lee Spievac (68) stracił koniuszek palca, który przez przypadek dostał się w śmigło hobbystycznego samolotu. To nie była zwykła rana, ale po prostu odcięty kawałek palca. Jakiś czas później Alan, naukowiec i brat Lee, przyniósł do domu tajemniczy proszek nazwany “Pixie dust” (”pył elfów”) i kazał Lee regularnie go aplikować. Po miesiącu opuszek palca odrósł… i to łącznie z paznokciem i naczyniami krwionośnymi, przybierając pierwotny kształt. Nawet odcisk palca Lee Spievac ma ten sam.
“Pył elfów” to najnowsze cudo medycyny regeneracyjnej rodem z laboratorium dra Stevena Badylaka z Instytutu Medycyny Regeracyjnej na Uniwersytecie w Pittsburgh (USA). Jest to po prostu sproszkowana forma macierzy zewnątrzkomórkowej (czyli substancji międzykomórkowej tkanki łącznej) pochodzącej ze świńskich pęcherzy. Proszek ten zawiera szereg białek tkanki łącznej, a używają go często lekarze do regeneracji zerwanych ścięgien, szczególnie u sportowców. Do tej pory jednak nikt nie spróbował stosować go na uciętym palcu.
Celem sproszkowanych komórek i białek jest danie sygnału własnym mechanizmom regeracyjnym do odbudowy ubytków. Badylak jest jednym z wielu naukowców, którzy wierzą, że można doprowadzić do odbudowy nawet całych kończyn. Trzeba tylko wiedzieć jak i “pył elfów” jest właśnie taką wskazówką dla komórek, w których drzemie regeneracyjny potencjał.

Rewolucyjny news od razu przywiódł mi na myśl czytany niedawno artykuł Regeneracja ludzkich kończyn z majowego Świata Nauki. Napisała go trójka badaczy, których spokojnie możemy zaliczyć do grona największych ekspertów w dziedzinie ssaczej regeneracji: Ken Muneoka, Manjong Han i David Gardiner. Dość wspomnieć, że autorzy – profesorowie z Tulane University i University of California w Irvine – otrzymali niedawno od rządu Stanów Zjednoczonych (reprezentowanego przez Defense Advanced Research Projects Agency) wielomilionowy grant na badania w zakresie zdolności regeneracyjnych ludzkich kończyn.

Artykuł koncentruje się przede wszystkim na procesach regeneracyjnych w organizmach płazów i myszy. Mozemy sie z niego dowiedzieć, że odbudowa utraconych części ciała u zwierząt wyższych (nikogo jakoś nie dziwi odrastająca połowa dżdżownicy) nie jest w przyrodzie wcale tak absurdalną ideą, jakby się na pierwszy rzut oka zdawało. Jeśli chodzi o kręgowce, z odrastaniem po amputacji nie mają problemów kończyny znanych właśnie z tej niesamowitej właściwości płazów: salamandry i traszki. Dorosła salamandra jest w stanie, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, regenerować swe nogi wielokrotnie. Także inne płazy, choć już na mniejszą skalę, potrafią korzystać z dobrodziejstw regeneracji. Zraniona żabia kijanka odtwarza w razie potrzeby odciętą nóżkę, kumaki są w stanie regenerować palce. Nawet ssaki we wczesnych etapach rozwoju płodowego potrafią odbudowywać utracone zawiązki kończyn, zdolność ta zanika jednak na długo przed urodzeniem.

Zanika – ale nie całkowicie. Jak zapewniają bowiem Muneoka, Han i Gardiner, można u ssaków, w tym ludzi, znaleźć cześć ciała, która – odcięta – bez problemów odrasta nawet u dorosłych osobników. A częścią tą jest – tra ta ta ta – koniec palca!

Oddajmy głos ekspertom:

Człowiek może regenerować koniuszki palców. Zjawisko to zauważono po raz pierwszy ponad 30 lat temu u dzieci, ale od tego czasu obserwowano również u nastolatków i dorosłych. By się pojawiło, wcale nie trzeba wiele: należy oczyścić ranę i założyć jak najprostszy opatrunek. Jeśli pozwolimy na naturalne gojenie, koniuszek palca odzyskuje kształt, linie papilarne i czucie, może się też mniej lub bardziej wydłużyć. Sukces tego minimalistycznego postępowania po urazowej amputacji części palca był wielokrotnie dokumentowany w czasopismach medycznych. Tymczasem typowym leczeniem jest w takich przypadkach pokrycie rany amputacyjnej płatem skóry – jak teraz wiemy, hamuje to regenerację nawet u salamandry, ponieważ uniemożliwia naskórkowanie rany.

Nos mi podpowiada, że wspólne dzieło profesorów Badylaka i Spiewacka brata (czy te polsko brzmiące nazwiska to aby na pewno zbieg okoliczności?) to humbug grubymi nićmi szyty. Dziwi tylko, że w redakcji naukowej BBC (medium, które według Bad Science i Guardiana rozkręciło całą awanturę z palcem) już na samym początku nikt nic nie poczuł…

Leave a Reply

avatar