„Dziennik Polski” (via Wykop) o jednym z licznych absurdów, które pozbawiają dzisiejszych Polaków prawa do myślenia z wyższością o czasach Barei:

Maria Kantor, pracowniczka Uniwersytetu Jagiellońskiego, oprowadzała po Krakowie swoich znajomych z Malty. Pani Maria zabrała przybyszów na ul. Floriańską, pod Sukiennice i kościół Mariacki, opowiadała o historii miasta i zabytków. Nagle podeszły do niej dwie osoby, które zaczęły wypytywać o uprawnienia przewodnika. Okazało się, że to wspólna kontrola urzędników Urzędu Marszałkowskiego i przedstawicieli Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych, którzy w asyście strażników miejskich postanowili wylegitymować podejrzaną.
– Od razu odpowiedziałam, że nie jestem żadnym przewodnikiem, a tylko pokazuje znajomym zabytki Krakowa. A właściwie to byłam tak zaskoczona, że zaniemówiłam. Moi znajomi z Malty nie wiedzieli, co się dzieje i dlaczego nagle zatrzymują mnie obce osoby i umundurowani strażnicy. Na nic zdały się moje wyjaśnienia, że nie oprowadzam żadnej grupy. Byłam przerażona absurdalnym stwierdzeniem, że nielegalnie, bez uprawnień, oprowadzam turystów indywidualnych po Krakowie i że to jest zabronione – mówi Czytelniczka. (…)
Jak tłumaczy Biuro Prasowe Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, celem kontroli było „zmniejszenie skali zjawiska nielegalnego przewodnictwa, a także zapewnienie wykonywania zadań przewodnika turystycznego po Krakowie przez osoby spełniające wymagania określone przepisami prawa”.
Okazuje się, że przyłapani na nielegalnym przewodnictwie mogą otrzymać (…) karę grzywny w wysokości od 20 zł do 5000 zł. Jeśli natomiast na miejsce zostanie wezwana policja, może ukarać mandatem w wysokości 500 zł.
Według ustawy o usługach turystycznych „przewodnik turystyczny to osoba zawodowo oprowadzająca turystów lub odwiedzających po wybranych obszarach, miejscowościach i obiektach oraz udzielająca o nich informacji”. Sprawę precyzuje Kodeks Wykroczeń, który mówi, że ten, „kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”. (…)
– Rozumiem zdenerwowanie tej pani. Nie twierdzę też, że brała od tej grupy pieniądze, ale też z mojego doświadczenia wynika, że w takim wypadku nikt się nie przyzna i każdy będzie się upierał że to znajomi. Też uważam, że można oprowadzać znajomych i rodzinę, ale pozostaje pytanie, jak udowodnić, że to daleka rodzina czy znajomi z Niemiec lub Francji, a nie turyści, których tak po prostu przedstawiam i na których zarabiam? – pyta Anna Gigoń ze Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych, która była jedną z osób kontrolujących Marię Kantor.

Wypowiedź pani Gigoń to w całej historii, której nie powstydziliby się Pythoni, najbardziej kuriozalna perełka. Dobitnie pokazuje to, o czym większość z nas na co dzień stara się nie pamiętać: że w Polsce A. D. 2009 wciąż mamy obszary prawa, w których to nie państwo (czy, jak tutaj, kolejna samokoncesjonująca się grupa, która „załatwiła sobie” u polityków urzędową ochronę swych interesów) udowadnia winę oskarżonemu, tylko oskarżony musi udowodnić, że jest niewinny. Ta filozofia prawna, kiedyś charakterystyczna dla trybunałów badających oskarżenia o czary (gdzie, jak pamiętamy, oskarżona kobieta mogła swą niewinność udowodnić np. tonąc w trakcie próby wody), to dziś, o czym przekonał się Roman Kluska i rzesze mniej znanych przedsiębiorców, norma w działaniu polskich urzędów skarbowych. Nie stronią od niej jednak i inne powiązane z naszym kochanym państwem instytucje (że wspomnę choćby ZAiKS, patrolujący restauracje i zakłady fryzjerskie w poszukiwaniu śladów odbiorników RTV), wiedząc, że Polacy, którzy jako naród uwielbiają życie w rzeczywistości rodem z Kafki, poprzestaną na marudzeniu. A systemu nie zmienią nawet gdy na krakowskim rynku zaczną się aresztowania matek opowiadających o zabytkach własnym dzieciom.

5 komentarzy

  1. Żyję w tym mieście i nie wiedziałem, że takie kretynizmy sie dzieją. W ubiegłym roku SLDecy chcieli przegłosować projekt na posiedzeniu Rady Miasta, aby w granicach rynku można było grać na instrumentach posiadając zezwolenie. Oczywiście płatne… żal i smutek…

  2. MZ, gratuluję. Ten wtręt o marudzeniu był poniekąd wyrazem sarkazmu – tak się, niestety, składa, że większość z nas przestaje – i dlatego istnieją w Polsce wszelkie ZUS-y, KRUS-y i urzędnicy, których główną misją jest dławienie wolności gospodarczej.

  3. Też nie poprzestaję na marudzeniu. Turyści organizujący wycieczki do Poznania do niedawna byli wprowadzani w błąd z powodu panującego w mediach chaosu informacyjnego odnośnie rzekomego administracyjnego przymusu zwiedzania naszego miasta wyłącznie w asyście licencjonowanego przewodnika, a w przypadku braku takiego opiekuna – karania mandatami.

    Ukrywano fakt, że grupy o charakterze niekomercyjnym nie są zobowiązane do wynajmu przewodnika turystycznego, a sankcje administracyjne mogą dotyczyć tylko niektórych wycieczek organizowanych przez wyspecjalizowanych przedsiębiorców turystycznych, prowadzących stałą działalność dochodową. Ustawa o usługach turystycznych reguluje bowiem tylko i wyłącznie działalność polskich biur podróży a nie ogół obywatelskiej działalności w zakresie organizowania i oprowadzania wycieczek! Jeśli wycieczkę organizuje jakiekolwiek np. stowarzyszenie, parafia, szkoła, zakład pracy, klub, grupa znajomych, osoba prywatna itp., a także firma zagraniczna – nie ma obowiązku wykupienia usług miejscowego licencjonowanego przewodnika i spowiadania się przed strażą miejską z tego, o czym się rozmawia z ludźmi, choćby to były informacje o zabytkach i historii.

    Po mojej interwencji Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu wystosował pismo w tej sprawie do poznańskich przewodników. Oto jego fragment:

    „Departament Sportu i Turystyki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu wzywa Koło Przewodników PTTK im. Marcelego Mottego w Poznaniu do usunięcia nieprawidłowości w informacji na Państwa stronie internetowej nt. możliwości sankcji karnych za prowadzanie grup po Poznaniu bez posiadania odpowiednich uprawnień.

    W ww. informacji brakuje stwierdzenia, że sankcje dotyczą grup komercyjnych. Przypominamy, że grupy o charakterze niekomercyjnym nie są zobowiązane do wynajmu przewodnika turystycznego.”

    Obecna informacja wprowadza osoby zainteresowane w błąd i przyczynia się do chaosu informacyjnego w mediach, nie tylko lokalnych.”

    Poznańscy przewodnicy już sprostowali błędne informacje na swojej stronie internetowej. Kiedy władze Krakowa i Małopolski oraz innych regionów wezmą wzór z Poznania i Wielkopolski i zaprzestaną totalitarnych praktyk wobec turystów zwiedzających nasz kraj oraz uświadomią miejscowych licencjonowanych przewodników, że ochrona ich partykularnych interesów nie może naruszać praw innych osób i organizacji?

    Kiedy w Polsce zaprzestanie się szykanowania ludzi przez służby porządkowe, które żądają licencji przewodnika turystycznego i stosują sankcje karne wobec osób organizujących społecznie wypoczynek i turystykę m.in. w ramach szkolnych i uczelnianych klubów turystycznych, parafii, harcerstwa, jako osoby prywatne itd., dzielących się swoim doświadczeniem i wiedzą oraz przekazujących informacje krajoznawcze w polskich miastach i na szlakach turystycznych w parkach narodowych, krajobrazowych itp. miejscach? Kiedy Polska dostosuje się do międzynarodowych regulacji – zarówno w kwestii poszanowania wolności słowa i wolności pozyskiwania i przekazywania informacji, jak też opublikowania wąskiej listy obiektów, jak np. muzeum czy skansen budownictwa regionalnego, gdzie tylko i wyłącznie można żądać oprowadzania turystów przez miejscowego przewodnika?

    LR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *