Co fundusze spekulacyjne mają wspólnego z małżeństwami osób tej samej płci? Ano, wydawałoby się, że niewiele, chyba że mówimy o Nowym Jorku i zawiłościach tamtejszego lobbingu.

Dla ustalenia uwagi: w piątek wieczorem zdominowany przez Republikanów Senat stanu Nowy Jork (nie mylić z miastem Nowy Jork, które nie jest zresztą nawet jego stolicą) zgodził się, by pary tej samej płci mogły zawierać na terenie stanu związki małżeńskie. Co ciekawe, małżeństwa jednopłciowe już wcześniej były w New York State uznawane (przynajmniej przez część instytucji), by je zawrzeć musieli nowojorczycy jednak fatygować się do pobliskiej Kanady lub sąsiednich stanów: Massachusetts, Connecticut lub Vermontu. Decyzja ustawodawców uprości więc homoseksualnym nowojorczykom życie, ale tylko trochę – jej prawdziwe znaczenie tkwi jednak w sferze propagandowej. Dwudziestomilionowy Nowy Jork będzie największym stanem, w którym zalegalizowano gay marriage, co więcej, pierwszym, w którym dokonała tego instytucja kontrolowana przez Partię Republikańską.

Republikanie i geje – te słowa na co dzień w Ameryce nie idą w parze. Na Partię Republikańską od lat 60-tych głosują (oprócz zainteresowanego niskimi podatkami biznesu) środowiska religijne i konserwatywne, mało otwarte na odmienności Południe i ceniący tradycję mieszkańcy tzw. Pasa Biblijnego. Otwarci na inności (także seksualne) i niezbyt przywiązani do tradycyjnych wartości mieszkańcy wielkich miast to naturalny elektorat Demokratów, na których też – jak wskazują sondaże – głosuje ponad 80 proc. osób deklarujących się jako homoseksualne.

Po prawdzie, w ostatecznym głosowaniu za ustawą przyznającą gejom i lesbijkom prawo do zawarcia małżeństwa opowiedziało się tylko 4 na 32 Republikanów (i 29 na 30 Demokratów), to jednak Republikanie w nowojorskim Senacie decydują o porządku obrad, czyli o tym, czy i jaka ustawa będzie głosowana. Kilka godzin wcześniej na tajnym konwencie republikańscy senatorzy na takie wotum nie tylko się zgodzili, ale najwyraźniej sami wytypowali tych ze swoich kolegów, którzy dostarczą demokratycznemu gubernatorowi brakujących głosów. Ryzykujących sporo (nawet na nowojorskiej prowincji elektorat republikański bywa w kwestiach światopoglądowych dość konserwatywny) straceńców wybrano przede wszystkim spośród starszych senatorów, którzy i tak prawdopodobnie wkrótce zdecydują się na emeryturę.

Kluczem do wszystkiego pozostaje oczywiście lobbing – oraz negocjacyjne zdolności gubernatora Nowego Jorku. Od pół roku jest nim niezwykle popularny Demokrata Andrew Cuomo – człowiek nieukrywający sympatii dla postulatów równouprawnienia gejów i lesbijek. I jednocześnie wytrawny gracz polityczny, bez którego sprytu i zaangażowania kolejna, czwarta już próba legalizacji homomałżeństw w stanie skończyłaby się tak, jak poprzednie. Przypomnijmy: do tej pory krzykliwe protesty i nieudolne próby zastraszenia legislatorów przez aktywistów owocowały w Senacie kolejnymi przegranymi głosowaniami – i to nawet w 2009, gdy w wyższej izbie nowojorskiego parlamentu rządzili Demokraci.

Gubernator Cuomo podszedł do sprawy w sposób metodyczny i profesjonalny. Jak donosi dziś Boston Globe, kilka tygodni temu w sali konferencyjnej na 35. piętrze jednego z wieżowców na Manhattanie, doszło do utajnionego (wówczas) spotkania dwóch najbardziej zaufanych doradców gubernatora z kluczowymi sponsorami Partii Republikańskiej. Na honorowych miejscach zasiedli właściciele i szefowie wiodących nowojorskich funduszy hedgingowych: Paul Singer (właściciel Elliot Associates, swego czasu jeden z głównych sponsorów kampanii George’a W. Busha i Rudy’ego Giullianiego), Dan Loeb (szef Third Point LLC), Steven A. Cohen (manager i założyciel SAC Capital Advisors) oraz Cliff Asness (managing partner AQR Capital):

Over tuna and turkey sandwiches, the advisers explained that New York’s Democratic governor was determined to legalize same-sex marriage and would deliver every possible Senate vote from his own party. (…)
The billionaire Paul Singer, whose son is gay, joined by the hedge fund managers Cliff Asness and Dan Loeb — had the influence and the money to insulate nervous senators from conservative backlash if they supported the marriage measure. (…)
Within days, the wealthy Republicans sent back word: They were on board. Each of them cut six-figure checks to the lobbying campaign that eventually totaled more than $1 million.

Gdy już zapewniono pieniądze na prawicowych senatorów (nie wnikamy w tym miejscu, co – oprócz faktu, że syn Singera będzie mógł wziąć ślub – właściciele funduszy hedgingowych dostali od gubernatora za przyciśnięcie swoich politycznych pupili), pozostało uciszyć organizacje gejowskie, by nie zepsuły misternej układanki jakimś nieprzemyślanym aktywizmem. A właściwie nie pozostało, bo akurat tym przezorny gubernator zajął się już wcześniej:

Cuomo was diplomatic but candid with gay-rights advocates in early March when he summoned them to the Capitol.
The advocates had contributed to the defeat of same-sex marriage in 2009, he told them, with their rampant infighting and disorganization. This time around, the lobbying had to be done the Cuomo way: with meticulous, top-down coordination. “I will be personally involved,’’ he said.
The gay-rights advocates agreed, or at least acquiesced. Five groups merged, hired a prominent lobbying firm with ties to Cuomo’s office, and gave themselves a new name: New Yorkers United for Marriage.

Jak widzimy, rzutki gubernator nie tylko dopiął swego, ale i pozwolił zarobić: i najbliższym, i nawet swym politycznym przeciwnikom. W efekcie wszyscy (poza marudzącym arcybiskupem Nowego Jorku, którego widać w pośpiechu w dealu pominięto, i paroma lokalnymi grupkami homofobów, którym dogodziłoby tylko wybicie wszystkich gejów) są szczęśliwi, a większość niedługo będzie też szczęśliwie zaślubiona.

—-

Post dedykuję tym z naszych aktywistów LGBT, którzy wierzą, że do legalizacji związków partnerskich da się dojść wyłącznie maszerując na paradach.

4 komentarze

    1. OMG, można zrozumieć, że w Bolandzie za cywilizowaną formę procedur demokratycznych uchodzi wydawanie ustnych poleceń politykom przez panów w zbyt jednolicie czarnych sukienkach, ale w innych krajach uznaje się za istotną subtelną dystynkcję między lobbingiem a korupcją.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *