Najpopularniejszy w Polsce (choć nie w Warszawie) polityk nie wejdzie do rządu. Jarosław Kaczyński rozwiał ostatecznie wątpliwości w materii swej orientacji seksualnej, pokazując, że woli jeśli nie kobiety w ogóle, to przynajmniej Zytę Gilowską. Atrakcyjny Kazimierz dostał kosza – i poszedł do kosza.

Fakt, przy okazji padło coś o miejscu w zarządzie jakiejś spółki skarbu państwa, dzięki czemu były poseł, premier i komisarz nie będzie musiał w najbliższej przyszłości uczyć dzieci w Gorzowie. Dla czynnego polityka w sile wieku i u szczytów popularności taka synekura to emerytura – miła, lecz skazująca na polityczny niebyt, który zresztą już swego czasu Marcinkiewiczowi (trochę na wyrost) wieszczyłem. Jak widać popularność nie zawsze popłaca – zwłaszcza jeśli człek bije w tej konkurencji na głowę własnego szefa i mentora.

17 komentarzy

  1. W koszu? Chyba w zamrażarce – na wypadek gdyby potrzeba było przeprowadzić jakąś nową roszadę. Ktoś, kto nie zna się na niczym (wykluczając fizykę) nadaje się na każde wysokie stanowisko (potwierdza to przykład dwóch wicepremierów)…

    Bolek
  2. Zwykle jakoś tak jest że każda partia która jest u władzy ma jakąś ikonę, zaś reszty z danego “układu waadzy” wyborca szczerze niecierpi. Klasyczny juz przykład Kwasniewskiego który jak został prezydentem, to kochał go prawie cały naród, łacznie z wyborcami pis i lpr, a takiego Miller niecierpiał nawet wyborca SLD.

    Moja hpoteza na wytłumaczenie tego zjawiska jest taka że jak juz “wyborca” wybrał nową “waadze” to na gwałt szuka jakiegoś uzasadnienia swej “genialnej” decyzji. Jakiegoś człowieka o którym bedzie można powiedzieć “ok ten Kaczyński to cham (jak mawia Lepper), ale choć ten Kazio to fajny gość” I wtedy decyzja o wyborze PiS nie wyglada tak idiotycznie.

    w PiS padło na Kazia, i to nawet można powiedzieć ze mechanizm zadziałał w 100%- im ma mniej okazji do pokazywania się na jakimś urzedzie realnym tym notowania idą w góre. Dziś KAziowi to nawet lepiej jest niż Kwasniwskimu bo tamten to musiał sie namęczyć bo konkurencja w SLD była jednak duużo większa niż w w Pis (vide mysio pysio Oleksy), gdzie poza bratem Jarkiem i jego zastępcą (zresztą obaj o odpychających osobowościach, manierach czy języku – vide wywiad w Rzepie z Jarkiem gdzie połowa jego wypowiedzi to niemal żywcem wzięte cytaty ze stylu i słownika tow. Gomułki) jest jedno wielkie nic, zero, null….

    Zastanawia mnie tylko jedno – czy brat Jarek znajdzie jakąś nową pisowksą ikonę “popkultury” czy jednak nie. Doświadczenie uczy że partia która traci swoje popularne ikony to traci władzę (vide AWS) bo jak ikona padnie na bruk to zostaje juz tylko czysta nienawiść…..

    woodya
  3. Nic nie rozumiem. Wyskakuje jakiś Kazimierz niczym królik z kapelusza, zostaje premierem, potem przestaje nim być, ale hołubią go wszyscy, i z lewa i z prawa, a na pytanie o to, co ten człowiek tak właściwie zrobił/robi, nikt nie chce udzielić logicznej odpowiedzi.

  4. To nie jest polityk… nazywanie kogoś polo tykiem, kto jest na przemian pacynką Kaczyńskich, a później znów medialną kukiełką… bez sensu… a teraz z kolei ma być prezesem spółki… gdzie nie ma żadnego doświadczenia… jak w starym, dobrym komunizmie.

    A.

  5. Kazio jest w gruncie rzeczy twarzą bez treści – umiecie powiedzieć co zrobił jako premier, albo chociaż czy miał jakiekolwiek zdanie na dowolny temat?
    To jest taki polityk-atrapa – fajnie wygląda, ale zrobiony z kartonu.

    michal
  6. “Atrakcyjny Kazimierz dostał kosza – i poszedł do kosza.”

    I bardzo dobrze!
    Od poczatku nie znosilam faceta. Niech sie najmie na prowadzacego teleturnieje. Bedzie w tym siiiiiwietny!

    Kaska

    Pyzol
  7. Nie chwaląc się – zgadłem! Nawet nie zdążył się porządnie zamrozić w lodówce. W PKO-BP ustanowią dla niego chyba nowe stanowisko: Prezes Tytularny (od brania kasy, bo do roboty muszą być fachowcy), chociaż biorąc pod uwagę dotychczasową karierę odpowiedniejsze byłoby Prezes Tymczasowy.

    Bolek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.